Mecz pełen emocji i porażka na zakończenie.

Niestety tym razem wyjazd Jagiellonii Białystok po udanym spotkaniu z Legią Warszawa nie był udany. Trudne warunki na swoim terenie zaprezentowali piłkarze Arki Gdynia. Ostatnia wygrana z klasowym klubem ze stolicy mogła piłkarzy podbudować, jednak to co zaprezentowali na boisku pokazuje, że daleko nam do utrzymania stałej formy.

Tym razem przegraliśmy i to wysoko bo aż 4:1. Sam mecz nie zapowiadał takiego pogromu bo było to dobre widowisko dla kibiców. Jednak to jak nasi piłkarze grali w obronie i jak wykańczali akcje to był istny dramat. Sprawiali jednak na samym początku dobre wrażenie, które zostało szybko ostudzone przez piłkarzy Arki. Jagiellonia grała bez kluczowego obrońcy Ivana Runje, który pauzował za kartki. Zapewne dlatego nasza obrona rozjeżdżała się w przy każdej akcji gospodarczy. O ile pierwszą bramkę piłkarzy z Gdyni można uznać za zdobytą po pięknej akcji, to strata kolejnych sprawiła, iż stadion zaczęli opuszczać pierwsi kibice z Białegostoku. Już w 13 minucie przewrotką popisał się Rafał Siemaszko, piłka trafiła w poprzeczkę. Odbicie piłki bezlitośnie wykorzystał Michał Marcjanik, który zdobył pierwszą bramkę. Nasi piłkarze próbowali szybko odpowiedzieć rzutem wolnym z ponad 30 metrów, niestety piłka nie wpadła do siatki. Kolejna akcja i bramka gospodarzy, w 21 minucie do bramki trafia Siemaszko i to z główki, mimo że jest zdecydowanie niższy od naszych obrońców. Nieskutecznością w tym dniu wykazywali się na nasze nieszczęście strzelcy. Próbowaliśmy się odgryźć, ale nawet tzw. setki z pięciu metrów nie trafiały do bramki. Pudłował Cillian Sheridan, któremu w 35 minucie Taras Romanczuk pokazał jak zdobywa się bramki. Po strzale głową zdobył gola i nasza drużyna zaczęła wierzyć w dobry rezultat, gdyż było 1:2. Kolejne minuty to szybkie akcje Arki, która zdawała się dominować pod koniec pierwszej połowy, jednak bez skutku w postaci bramki.

W drugiej połowie gorzkie słowa trenera Jagi z pewnością poskutkowały. Nasi gracze zaczęli atakować z niezwykłym animuszem. Podobnie zresztą Arka. Pierwsze minut to prawdziwa walka o piłkę i akcja za akcję. W tym dniu jednak pudłowali wszyscy, nawet Novikowas i Świderski. Niewykorzystane akcje się mszczą i w kolejnej sytuacji pod bramką błąd popełnił Marian Keleman, który przepuścił strzał z rzutu wolnego, który wylądował w bramce. Mimo tego Jagiellonia się nie poddała próbując zdobyć kolejną bramkę, doskonałe dośrodkowania Arvidasa Novikovasa były ciągle marnowane przez naszych napastników. Kolejna kontra piłkarz Arki i ostatnia w tym meczu bramka, która ustaliła wynik spotkania na 4:1. Do siatki trafił w 77 minucie Piotr Wlazło, który skierował piłkę do własnej bramki.

Czekam na kolejne spotkanie, gdyż Jaga pod wodzą Ireneusza Mamrota pokazuje prawdziwy charakter i waleczność w swojej grze. Musimy poprawić skuteczność i grę w obronie. Będzie ku temu szansa w kolejnym meczu, do gry wróci nasz główny środkowy obrońca. Teraz tylko na treningu trzeba na nowo wyregulować celowniki naszym napastnikom. W końcu udało nam się wygrać z Legią, a to o czymś świadczy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s